Na MAKsa o zdrowiu: psychoterapia szyta na miarę. Rozmowa z mgr Adrianną Sobol
W drugim odcinku cyklu „Na MAKsa o zdrowiu" lek. Julia Michalska-Kopka rozmawia z mgr Adrianną Sobol o odpowiednio dobranej psychoterapii oraz roli psychoedukacji jako jednego z najważniejszych elementów dbania o dobrostan psychiczny pacjentów!
Transkrypcja wywiadu z mgr Adrianną Sobol
Julia Michalska-Kopka – Medyczna Akademia Kompetencji: Mam przyjemność rozmawiać ze znakomitą ekspertką – panią mgr Adrianną Sobol, psychologiem, psychoonkologiem, a przede wszystkim kobietą, która na co dzień pomaga pacjentom. Temat, który wspólnie omówimy, dla niektórych może wydawać się błahy, a mianowicie porozmawiamy o psychoterapii „szytej na miarę”. Spróbujemy w telegraficznym skrócie uszeregować rodzaje psychoterapii, wyjaśnić, czym się od siebie różnią i jak dopasować odpowiedni nurt do pacjenta.
Najbardziej znana nam wszystkim jest psychoterapia poznawczo-behawioralna, mamy również psychodynamiczną oraz szereg innych. Ale jak się w nich odnaleźć?
Mgr Adrianna Sobol: Wielu specjalistów często odsyła pacjenta dalej, mówiąc: „Proszę iść do psychologa, proszę iść do psychoterapeuty”, ale brakuje im wiedzy, u jakiego konkretnie eksperta chory powinien szukać pomocy. Nurty, w których pracują terapeuci, są bardzo różne i w zależności od sytuacji, z którą zmaga się pacjent, należałoby dobrać dla niego ten najlepszy.
W dużych ośrodkach terapeutycznych przeważnie wygląda to tak, że odbywa się tzw. spotkanie wstępne, po którym pacjentowi dobierany jest terapeuta pracujący w nurcie odpowiednim dla jego problemów i trudności.
Rzeczywiście rozróżniamy wiele nurtów psychoterapii. Najbardziej popularny, powszechnie uznany i posiadający najwięcej badań naukowych to nurt poznawczo-behawioralny. Mamy również m.in. psychoterapię systemową, psychodynamiczną czy integracyjną.
Nadal bardzo popularna jest terapia jungowska czy psychoanalityczna, ale są to terapie obejmujące wieloletni proces. Jeśli mówimy o konkretnych trudnościach i połączeniu sfery soma i psyche, koncentrowałabym się na nurtach takich jak terapia poznawczo-behawioralna, integracyjna, psychodynamiczna czy systemowa.
J.M-K.: Wyobraźmy sobie, że mamy do czynienia z pacjentem, z którym każdy z nas się kiedyś spotkał – z obniżonym nastrojem, zaburzeniami snu, anhedonią. Spotykamy typowego pacjenta z zaburzeniami depresyjnymi i nierzadko również z zaburzeniami lękowymi. Często są to pacjenci, u których te objawy się mieszają, mówimy wtedy o zaburzeniach lękowo-depresyjnych. Jak z nimi postępować?
A.S.: To dość powszechny problem. Żyjemy w ogromnym napięciu, stresie i w dzisiejszych czasach obserwujemy, że zaburzenia emocjonalne towarzyszą nam coraz częściej. Ogromnym problemem jest bezsenność. Cieszę się, że w ogóle o tym mówimy, ponieważ niezwykle ważne jest, aby w proces leczenia włączać również psychoterapię. Zapisanie pacjentowi wyłącznie leków nie rozwiązuje problemu. Gdy wraca do nas pacjent i zgłasza kłopoty ze snem, warto byłoby sprawdzić, co tak naprawdę leży u ich podłoża. W takim przypadku terapią, która byłaby najbardziej skuteczna, jest terapia poznawczo-behawioralna. Charakteryzuje się ona ukierunkowaniem na to, co dzieje się „tu i teraz”. Ma na celu zmianę przekonań, ponieważ często to właśnie na błędnych schematach budują się różnego rodzaju zaburzenia lękowe. Taki rodzaj wsparcia byłby tutaj zdecydowanie najbardziej trafiony. Poza tym dysponujemy świetnymi wynikami badań potwierdzającymi skuteczność leczenia bezsenności, gdy farmakoterapię uzupełnia się właśnie o terapię poznawczo-behawioralną.
J.M-K.: A z punktu widzenia lekarza rodzinnego – na jakie aspekty należałoby zwrócić uwagę, kiedy przychodzi pacjent i prosi o radę, do jakiego psychologa ma się udać? Wiemy, że wielu pacjentów korzysta obecnie z porad komercyjnych, więc mają możliwość samodzielnego wyboru. Na co zwrócić uwagę, o co dodatkowo dopytać w ramach wizyty w gabinecie?
A.S.: Przede wszystkim kieruję wielki apel do lekarzy rodzinnych, aby nie ignorowali objawów, z którymi przychodzą pacjenci – mam tu na myśli objawy emocjonalne. Kluczowe jest poszerzenie wywiadu lekarskiego o sprawdzenie, czy u pacjenta pojawiają się na przykład nawracające ataki paniki, problemy ze snem, obniżony nastrój, płaczliwość lub inne trudności sprawiające, że coraz gorzej radzi sobie ze swoimi emocjami.
Warto również pamiętać, że w kontakcie z pacjentem ogromne znaczenie ma komunikacja, zarówno werbalna, jak i niewerbalna. Niejednokrotnie samo zaobserwowanie u pacjenta rumieńców na twarzy, potliwości czy drżenia rąk jest sygnałem, że dzieje się coś niepokojącego. Dobrze byłoby zweryfikować, z czego to wynika.
Jak już wspomniałam, terapia poznawczo-behawioralna jest skoncentrowana na teraźniejszości. Nasi pacjenci często zmagają się z trudnościami, które pojawiły się po jakiejś nagłej zmianie ich rytmu życia – mogą one objawiać się pod postacią zaburzeń adaptacyjnych. W ciężkich sytuacjach życiowych ten nurt terapii świetnie się sprawdza, dając pacjentowi konkretne narzędzia, aby lepiej radził sobie z kryzysem.
Oczywiście spotykamy się też z sytuacjami, które dotykają nieuświadomionych konfliktów z przeszłości. Nie chcę brzmieć jak typowy psycholog, który mówi: „No to zajrzyjmy do tego, co działo się w dzieciństwie”, ale to naprawdę ma znaczenie. Istnieją pewne modele reakcji, schematy i traumy przenoszone z pokolenia na pokolenie. W takich przypadkach bardzo pożądana byłaby terapia psychodynamiczna.
Z kolei problemy w związku, w rodzinie czy problemy z dziećmi to trudności, których nie można odłączyć od szerszego systemu i przypisać wyłącznie jednostce. Reakcje jednej osoby napędzają i uzupełniają zachowania drugiej. Właśnie dlatego w takich sytuacjach największy sens ma terapia systemowa, która obejmuje opieką nie tylko zgłaszającego się pacjenta, ale cały jego system rodzinny.
Oto zredagowana kontynuacja rozmowy. Podobnie jak w poprzedniej części, usunąłem potknięcia językowe (np. powtórzenia, tzw. „zapychacze” słowne) i poprawiłem składnię, zachowując przy tym autentyczność wypowiedzi, merytoryczny sens i pełen szacunku ton obu pań.
Chciałabym zwrócić uwagę na to, by przede wszystkim lekarze dostrzegali wpływ emocji, ponieważ nierzadko to właśnie stan fizyczny jest pewną maską. Badania wskazują, że jedna trzecia konsultacji u lekarza pierwszego kontaktu wcale nie ma związku z problemami somatycznymi, lecz psychicznymi. Często jednak trudno jest to zaakceptować samemu pacjentowi. Zdarza się, że pacjent pyta: „Czy sugeruje pan, że ja to sobie wymyślam?”. Może odbierać taką sugestię po prostu jako brak zrozumienia. I oczywiście wiem, że pacjenci najchętniej chcieliby dostać na wszystko magiczną tabletkę, ale takiej nie ma. Dlatego uważam, że bliska współpraca pomiędzy lekarzem, pacjentem, a terapeutą czy psychologiem jest niezwykle istotna.
J.M-K.: Chciałabym również podkreślić, jak dużą wagę w tym zakresie mogą odgrywać farmaceuci. Zdarza się, że są to osoby bliskie pacjentowi, relacja z nimi jest niezwykle ważna, choć często nieco luźniejsza niż z lekarzem. Mam wrażenie, że chorzy nierzadko czują się w aptece swobodniej i mają więcej odwagi, by zadawać pytania. A przecież farmaceuta również pełni niezwykle ważną funkcję psychoedukacyjną.
A.S.: Wyobraźmy sobie pacjenta, który ostatecznie trafił do lekarza psychiatry, otrzymał leki przeciwdepresyjne lub przeciwlękowe i nagle zaczął obawiać się uzależnienia. Taki chory mierzy się z różnego rodzaju lękami i wyobrażeniami, w szczególności dlatego, że włączenie farmakoterapii wciąż bywa uznawane za stygmatyzujące. Idzie więc do farmaceuty i mówi: „Dostałem leki, ale boję się, że się uzależnię”. I w tym momencie ekspert, który wyjaśni, jak funkcjonują dane lekarstwa i kiedy w ogóle można oczekiwać pierwszych efektów leczenia – staje się absolutnie kluczowym ogniwem. Ta rola wspierająca i psychoedukacyjna jest tu nie do przecenienia.
J.M-K.: To bardzo cenna informacja. Zwłaszcza że pacjent w gabinecie u lekarza rodzinnego często – na przykład w wyniku stresu – zapomina zadać pytania, z którymi przyszedł, a potem odwiedza aptekę i może skierować je właśnie do farmaceuty.
A.S.: Zdarza się to bardzo często. Dochodzi tu tzw. syndrom białego fartucha oraz ogromne napięcie. Chory miał w głowie tyle pytań, ale w obliczu stresu po prostu o wszystkim zapomniał. Dlatego zawsze powtarzam, że świetnym rozwiązaniem jest wcześniejsze zapisywanie sobie kwestii, które chcemy poruszyć w gabinecie.
Kolejnym przykładem jest grupa chorych, którzy wręcz wstydzą się zgłosić swoje objawy i opowiedzieć o stanie emocjonalnym w obawie, że lekarz ich źle zrozumie. Boją się, że zostaną uznani za niewystarczająco silnych, przez co może zajść konieczność przerwania leczenia ich choroby podstawowej. Stan emocjonalny i zaburzenia psychiczne gdzieś wciąż pozostają w strefie tabu i wstydu. Jesteśmy co prawda coraz bardziej otwartym społeczeństwem – mówi się, że „teraz każdy ma swojego terapeutę” – ale w praktyce wciąż pozostaje to dla wielu ogromnym wyzwaniem.
J.M-K: Nasunęło mi się kolejne pytanie. Często spotykamy się z sytuacją, w której pacjent w ogóle neguje potrzebę psychoterapii lub po prostu w nią nie wierzy. To spora grupa osób. Jakich argumentów użyć, żeby takiego pacjenta do tego zachęcić?
A.S.: To bardzo dobre pytanie. Mamy tu na przykład grupę osób starszych, dla których pomoc psychoterapeuty, psychologa czy psychiatry jest zupełną abstrakcją. Psychoterapia jest dla nich czymś stygmatyzującym. Często argumentują to słowami: „W moich czasach tego nie było i wszyscy dawali sobie radę”.
Mamy też inną, bardzo charakterystyczną, dużą grupę młodszych pacjentów, tak zwanych „Zosie Samosie”. Dotyczy to zarówno kobiet, jak i mężczyzn. To osoby, które lubią kontrolować sytuację, mają silne poczucie sprawczości i odczuwają wręcz przerażenie na myśl o przyznaniu się do własnych słabości. Uważają, że prośba o pomoc oznacza bycie słabym, a przecież oni „muszą ogarniać”, bo wszystko jest na ich głowie.
Przyznanie się do bezsilności wydaje się dla nich po prostu przerażające. A ja zawsze powtarzam, że największą siłą człowieka jest właśnie przyznawanie się do swoich słabości, bo tylko wtedy można podjąć odpowiednie działania, by naprawić daną sytuację.
Wracając chociażby do lekarzy pierwszego kontaktu: kiedyś zapytałam znajomego psychiatrę, do kogo pacjent powinien udać się w sytuacji nagłego kryzysu. Odpowiedział mi, że do każdego lekarza. Każdy medyk w obliczu kryzysu emocjonalnego u chorego powinien umieć zareagować i zaproponować konkretne rozwiązania. Dlaczego? Jeśli mamy pacjenta w głębokiej depresji, on może zwyczajnie nie dotrzeć do psychiatry. To może być dla niego bariera nie do przeskoczenia. Wtedy to właśnie lekarz pierwszego kontaktu, którego ten pacjent zna z innych sytuacji i któremu ufa, może okazać się dla niego najlepszym możliwym wsparciem.
Z takim lekarzem można porozmawiać o barierach, obawach i lękach. Medyk może odwołać się do doświadczeń innych pacjentów, a także wyjaśnić, jak wygląda współczesna psychoterapia czy farmakoterapia. Należy przede wszystkim dostrzec problem i go nazwać. Nawet jeśli pacjent nie zaakceptuje tego na pierwszej konsultacji, warto do tematu wrócić. Wytłumaczyć, że opieka psychologiczna uzupełni całą diagnostykę, że jest potrzebna, żeby działać zespołowo. Nade wszystko trzeba uszanować to, że pacjent ma prawo do obaw i pod żadnym pozorem tego nie krytykować. Kluczem jest szczera, partnerska rozmowa oparta na szacunku.
Znów wracam do tematu psychoedukacji – absolutnie każdy specjalista może być kluczem do rozwiązania trudnej sytuacji chorego. Sama obserwuję, że pacjenci wracają do swoich lekarzy z podziękowaniami, mówiąc: „Uratowała mi pani życie”. Dziękują właśnie za to, że lekarz dostrzegł ich stan emocjonalny i powiązał ich problemy w życiu prywatnym z dolegliwościami fizycznymi.
J.M-K.: Piękne słowa. Dziękuję za te wspaniałe rady. Mam nadzieję, że dzięki naszej rozmowie udało nam się odrobinę przybliżyć temat psychoterapii i że namówiłyśmy zarówno lekarzy, jak i farmaceutów, by próbowali więcej rozmawiać z pacjentami, tak by każdy z nich poczuł się prawdziwie zauważony.
A.S.: Dziękuję bardzo.
Na MAKsa o zdrowiu
Artykuł
Ostatnia modyfikacja: piątek, 8 maja 2026, 11:14